Krok przedostatni. Bez zerkania za siebie. Z kieszeni wyrzucono co było do wyrzucenia. Kieszenie są puste. A ja jestem bezbronny. Bezradny po prostu. Można mnie popchnąć, opluć, zdeptać czy uderzyć. I nie zrobię już nic, bo nie mam jak. Albo mi nie zależy, nieważne.
Nawet nic Ci nie powiem. Zatem śmiało, daj z siebie wszystko. Już nie będę krzyczał, bo przecież ostatnio zdarłem gardło.
Zdmuchnij. Mówię Ci, zdmuchnij. Chciałeś mieć chociaż okruszki, to masz, ale musisz przyznać że to był raczej kiepski pomysł. Bo co z tego masz? Nic... Nie najesz się, a do tego to... nie smakują już tak dobrze jak kiedyś Zdmuchnij je ze stołu i zapomnij o tym ciastku.
Zdmuchnij. Spadną między kafelki. Potem przykleją się do kapcia, może nawet Twojego? Z kapcia na podłogę, do podeszwy butów i dalej na dwór.
To całkiem możliwy scenariusz.
Zdmuchnij. Wiesz jak to się skończy?
Na dworze, okruszki odpadną i zatrzymają się na betonowej płycie, asfalcie. Na wtorek zapowiadają deszcze, woda zmyje je do kanalizacyjnej kratki, gdzie spłyną dalej.
Do rury, od rury do rury. Potem rzeką, do morza, oceanu. Okruszki popychane prądem morskim, gdzieś hen, hen, daleko. Aż opadną w najciemniejsze czeluścia. W głębiny, gdzie żyją nieznane organizmy, gdzie nie dotarły jeszcze statki podwodne, kamery, sonary.
Przepadną tak jakby piekło je pochłonęło. Przepadnie, zapomnisz, zdmuchnij!
Spokojnie wyobraź sobie, że to tylko taka zabawa. Załóżmy, że powiedziała: "dziś pobawimy się w bycie przedmiotem, Ty zaczynasz!".
Więc udawaj, że to nic i... staraj się! Nic nie mów, nie ruszaj się, nie oddychaj. Pamiętaj, że przedmioty rządzą się zasadami. Ty jesteś przedmiotem, ja jestem przedmiotem, i nie mamy niczego do gadania. To Ona jest szefem, może zrobić co zechce. Więc nie dziw się, gdy Cię przesunie, traktując... przedmiotowo. To może trochę nieprzyjemne, bo kołysze nieco i niewiadomo gdzie Cię postawi, ale w gruncie rzeczy, dzięki temu jest ciekawiej.
Oczywiście jeżeli położy Cię delikatnie, a nie rzuci. Czy... wyrzuci przez okno - miejmy nadzieję, że żadnego z nas to nie spotka. Módl się, żeby obchodziła się z Tobą delikatnie. Jesteś przedmiotem i świadomie bądź nie, mogłaby Cię roztrzaskać. A to boli, oj boli. Ale chyba najgorsze co może się zdarzyć, to zgubienie.
Jesteś przedmiotem i módl się, żeby Cię nie zgubiła. Za każdym razem, gdy będzie brała Cię do ręki, zaklinaj żeby odstawiła Cię, gdzieś w widocznym dla Niej miejscu. Bo zasada jest taka, że jesteś przedmiotem bardzo małym i to niebezpiecznie prawdopodobne, że może o Tobie... zapomnieć.
Zapomnieć, wtedy przepadniesz. Jeżeli będziesz miał szczęście, to znajdzie Cię na wiosenne porządki. Może nawet znowu Jej się przydasz? Może sobie przypomni zabawę? A jeżeli będziesz miał pecha, to postawi Cię na krawędzi szafki, a potem szturchnie niechcący łokciem i spadniesz w ciemny kąt. Ona tego nawet nie zauważy. Oczywiście, znajdzie Cię, ale pewnie dopiero przy przeprowadzce albo przemeblowaniu. Dasz radę wytrzymać? Raz wpadłem pod łóżko i leżałem tam cały tydzień. Okropne przeżycie!
Postaraj się być przedmiotem najlepiej jak potrafisz. Jak masz pytania, to Ci pomogę, ale i tak wszystko sprowadza się do jednej, fundamentalnej, zasady: Ona mówi, a Ty się dostosuj. Dlatego wszelkie emocje, krzyki musisz schować w sobie. I nie płacz, bo my, przedmioty nie płaczemy. Jak spodoba Jej się sposób w jakim jesteś przedmiotem to, kto wie, może będzie Cię często trzymać w dłoniach? Codziennie zetrze kurz, a uwierz mi nie ma niczego gorszego niż bycie zakurzonym. A może zamieszkasz w jej kieszeni? KTo wie jak to się skończy? Albo Cię odczaruje i wróci tak jak było? Aha i jeszcze...
Cicho, cicho! Idzie. Pamiętaj, co Ci mówiłem, bądź dobrym przedmiotem!
- Dziękuję, że nie stawiasz pytań o to jak się czuję i czy jestem szczęśliwy.
- Bo wiem, że byś nie odpowiedział. Więc?
- Pokoncertowo.
- Pokoncertowo?
- Tak. To takie uczucie. Gdy już wiesz, że wszystko minęło. Światła pogasły, ludzie się rozeszli. Została tylko podeptana trawa, a między jej źdźbłami resztki papierosów. No i plastikowe kubki po piwie. Pełno plastiku. Jeszcze głośniki, które przed chwilą tak mocno grały, teraz stoją wyłączone. Tak to u mnie wygląda.
- Wiem coś o tym. Widziałam wesołe miasteczko, zimą. Wieczór i było naprawdę ciemno. A w tych karuzelach wszystko martwe.
Tak, to nowy rok. Ja tu wszedłem, wychodząc z tamtego. Z tamtego, gdzie mi wbiła pazurki. Ale w ten, gdzie trzyma się wciąż. Wbita we mnie. I tak to dalej trwa.
Jakby popatrzeć w kalendarz, to dwuletnie krwawienie. Z nosa i "nie-nosa". "Nie-nosa" czyli innych miejsc. A "krwawienie" to znaczy, że boli i/lub że się umiera.
A jest jeszcze "uduszenie". "Uduszenie" to też umieranie, ale inne niż "krwawienie".
I to wszystko to jest... To jest to. Ja tu mówię "nie rób już tak", ale pazurki są jak korkociągi i wkręcają się bardziej, a dłonie są jak imadła i ściskają coraz ciaśniej szyję.
Proszę o ciszę. Tu się odbywa lizanie ran, więc nie przeszkadzać. I nie myśleć sobie niczego, w ogóle! Rozejść się, nie nagrywać telefonami. Nie robić show, nie robić widowiska. Nie pochylać się nade mną, ale też nie rozdeptywać jeszcze bardziej. Po prostu przejść dalej.
To nalot. Jeden z takich, jakie znałem wcześniej z podręczników historii. Deszcz bomb i równanie z ziemią. Dywan, ja pod nim. Już nic tu nie ma. Zgliszcza, popiół, pali się ziemia. Hałas powoduje zawroty głowy. To nad głową trwa osobista bitwa o Anglię. A dokoła szaleje ogniowa burza.
Ja. Jak Warszawa. Jak Rotterdam. Jak Londyn. Jak Drezno. Ja.
Odbiło się od pustego krzesła. Potem ja, pościel, znowu ja, zasłona. Po zasłonie znowu we mnie i jeszcze dalej. Po drodze zaliczając płyty, książki. Kapcie, kubek, szampon do włosów. Plakat na ścianie. Bałagan w szufladzie. Sufit i nawet ławkę za oknem.
Proszę to przelać. I szczelnie zamknąć, słoik zakręcić. Szkoda byłoby gdyby wyparowała. No popatrzcie jakie to piękne! Jakie czyste! Jak lśni! Ale ostrożnie, ostrożnie! Żeby ani kropla nie uciekła! Nic nie może się rozlać!